FELIETONY Z NOCNEJ ZMIANY czyli taka moja forma bloga
Security
2017-03-18
Gulasz popielcowy


2017-03-01
Popielec


2017-02-23
Tłusty Czwartek


2017-02-14
Walę tynki


2017-01-06
Trzy króle


2017-01-04
Okupacja piaskownicy


2017-01-01
Nowy Rok


2016-12-31
Rok na Ziemi


2012-08-19
"Amber Air"


2012-08-15
15 sierpnia 2012


2012-07-28
Manifest Lipcowy Wedle tradycji


2012-06-07
Czy grozi nam kolejne święto?


2012-05-30
Lochy smoki i potwory a Euro 2012


2012-05-28
Wyrzuceni Oburzeni


2012-05-05
Majówka A.D. 2012


2011-10-30
Po co nam zmiana czasu


2011-09-17
17 września 2011


2011-09-13
Pora deszczowa


2011-09-13
Ordynacja wyborcza po polsku






Adres strony na komórkę


stat4u
Licznik 019764

©2011-2017 by Lechu
© by DZIENNIKARZ.ORG
2011-2017
2017-03-18
Z kuchni, w której diabeł mówi smacznego

Gulasz popielcowy

Potrawa inspirowana ateizmem


Od czasu popielcowych przemyśleń opartych na faktach opisanych w innym moim felietonie nie mogłem odgonić myśli o gulaszu, którego dawno nie robiłem i nie jadłem. Wszystko to wina mojej koleżanki z pracy, która w Popielec przyniosła sobie na obiad pieczołowicie przygotowany własnoręcznie gulasz. Zrugana przez współpracowników zamiast go zjeść tylko opowiedziała mi jak go przyrządziła ale mimo moich deklaracji, że chętnie go przygarnę, zabrała go z powrotem do domu. Podobno dla psa.

Przez cały czas myśl o gulaszu powracała ilekroć spotykałem koleżankę na korytarzu. Mam kilka swoich sprawdzonych przepisów na to danie, ale pomyślałem, że przy tak doniosłej popielcowej inspiracji warto przygotować coś nowego. Zacząłem oglądać różne przepisy, ale nie w celu skopiowania pomysłów tylko aby zresetować moje kulinarne nawyki. Przełom nastąpił po dwóch tygodniach.

Przechodząc obok sklepu mięsnego znów przypomniałem sobie o gulaszu. Postanowiłem więc wstąpić. Skoro to miał być popielcowy gulasz to także szatański. Jak szatański to obowiązkowo ostry i rzecz jasna wołowy. Moją uwagę przykuł ładny kawałek świeżej ligawy. Rzadko używa się jej na gulasz, bo to jedno ze szlachetniejszych mięs wołowych nazywane też fałszywą polędwicą i często zastępujące ją w różnych potrawach. Ligawę nazywa się także polędwicą żydowską co tym bardziej pasowało do pomysłu na prowokacyjne danie zadające kłam katolickim zabobonom.

Do swoich potraw często dodaję wino. Do wołowiny obowiązkowo czerwone wytrawne. Gulasz kojarzy się z Węgrami więc postanowiłem użyć węgierskiego. Skoro w moim nowym gulaszu miał maczać ogon diabeł, postawiłem na Egri Bikaver czyli Byczą Krew. Tak przygotowany wróciłem do domu gdzie wsadziłem mięso do lodówki aby stężało gdyż wówczas znacznie łatwiej i precyzyjniej się je kroi. W swojej lodówce mam 2 stopnie czyli znacznie mniej niż w przeciętnych lodówkach, ale utrzymuję taką temperaturę między innymi w calu przechowywania świeżego mięsa. Gdy mięso chłodziło się, otworzyłem wino. Niestety wypiłem całe więc dalsze przygotowania gulaszu odłożyłem na następny dzień.

Nazajutrz zaopatrzony w nową butelkę Bikavera przystąpiłem do krojenia ligawy. Zrobiłem większe kawałki chociaż osobiście wolę gulasz drobniejszy. Mięso było jednak na tyle ładne, że można było zdecydować się na odmianę. Ligawa przeleżała w dwóch stopniach całą dobę więc przed dodawaniem przypraw musiałem dać jej czas na odzyskanie temperatury pokojowej. Oczekując na to otworzyłem wino, które znów nie przetrwało. Gdy mięso ogrzało się, natarłem je sosem sojowym i odstawiłem aby się wchłonął. Zanim ktoś posądzi mnie o profanację wyjaśniam. Lepsze byłoby maggi ale ma za dużo soli w stosunku do aromatu. Ideałem byłoby utarcie na pył lubczyku zawierającego naturalny glutaminian sodu i natarcie nim mięsa z dodatkiem odrobiny soli, ale przepiłem już dwie butelki wina a gulasz nadal był w proszku więc poszedłem na łatwiznę. Efekt ten sam.

Na kolejnym etapie natarłem mięso utartym na proszek czosnkiem niedźwiedzim. Można użyć też normalnego czosnku zależnie od upodobań. Tak przygotowany gulasz zmoczyłem olejem aby uszczelnić pory i następnie dodałem skruszoną paprykę jalapeno. 10 -20 gramów to minimum, ale dla wypalonych podniebień do piekielnego gulaszu należałoby dodać jeszcze przynajmniej mielony pieprz cayenne w ilości zależnej od upodobań w ostrości. Ja nie napiszę ile dałem, bo są to ilości mogące zagrozić życiu lub zdrowiu przeciętnego człowieka. W następnej kolejności wsypałem utarty na proszek majeranek i odrobinę kminku, kilka liści laurowych, ziele angielskie a następnie znów zmoczyłem wszystko olejem aby później zasypać całość dużą ilością mielonej słodkiej papryki. Po wymieszaniu wstawiłem do lodówki i poszedłem spać.

Rano, a wstaję wcześnie, wyjąłem gulasz z lodówki by znów nabrał temperatury i tuż przed wyjściem do pracy zalałem sokiem wyciśniętym z 4 cytryn. Tu miało pojawić się także wspominane parokrotnie wino. Cytryna i wino poza nadaniem odpowiedniego smaku mają jeszcze jedno zadanie. Mają przyczynić się do denaturacji tkanek aby wydobyć aromat i smak wołowiny w dalszych procesach obróbki. Na czas pobytu w pracy gulasz trafił znów do lodówki,

Po południu a w zasadzie późnym wieczorem wróciłem z kolejną butelką Bikavera i przystąpiłem do działania. Chciałem dodać wino do mięsa, ale znów było schłodzone więc musiałem poczekać. W tym czasie pokroiłem w półkrążki a następnie drobniej cebulę, w ilości jeden do jeden w stosunku do mięsa (to ważne), wsypałem ją do garnka, zmoczyłem olejem i zacząłem podgrzewać. Należy pamiętać aby na tym etapie cebulę ciągle mieszać żeby się nie przypaliła a jedynie zeszkliła i zmiękła. Gdy tak się stanie należy dodać wody i dusić przez minimum godzinę. Do cebuli nie dodajemy żadnych przypraw! Czekając znów zdefraudowałem wino więc mięso po przemieszaniu znów trafiło do lodówki a ja poszedłem spać po odstawieniu przetworzonej cebuli w chłodne miejsce.

Rano zagotowałem cebulę i dodałem do niej bulionu aby całość rozcieńczyć. Odpuściłem już Bikavera mimo, że powinien w tym gulaszu być W tym momencie dodałem do cebuli mięso wraz z marynatą i przyprawami w których przebywało. Po doprowadzeniu zawartości garnka do wrzenia na tym etapie należy zmniejszyć temperaturę grzania do takiego poziomu aby całość tylko lekko się gotowała. Należy to robić przez minimum 2 godziny sprawdzając od czasu do czasu czy coś nie przywiera do dna (nie powinno). Garnka nie przykrywamy aby sos się nie rozwarstwił. Po 2 godzinach gotowe!

Taki wielkopstny gulasz popielcowy najlepiej zjeść z postną kaszą jęczmienną. Można rzecz jasna z ziemniakami, najlepiej przekrojonymi na pół małymi ziemniaczkami koktajlowymi, ugotowanymi z dodatkiem świeżego lubczyku i czosnku niedźwiedziego. Świetnie pasuje też do placków ziemniaczanych. Średnio nadaje się natomiast na zupę gulaszową i warto o tym pamiętać. Można go wielokrotnie podgrzewać a także mrozić bez obaw o to, że straci walory smakowa lub mięso się zacznie rozlatywać.

Na koniec muszę jeszcze dodać kilka słów podsumowania. Gulasz jest gęsty i aksamitny mimo, że na żadnym etapie nie dodajemy do niego mąki. Zapewnia to ilość i sposób obróbki cebuli. Tak przygotowana jest ona także odpowiedzialna za słodycz więc nie ma potrzeby dodawania cukru. Kwaskowy posmak gulaszu bierze się wyłącznie z cytryny więc nie należy nawet pomyśleć o dodawaniu przecieru pomidorowego. Mięso jest zwarte i nie rozleci się nawet po wielokrotnym odgrzewaniu gdyż ligawa ma zwartą strukturę i niewiele tkanki łącznej. Mimo, że nie udało mi się dodać wraz z cytryną wina, radzę wlać jeden pełny kieliszek.

Lechu
Π Połączono: dnia 2017-11-20 z IP  54.198.246.116    (ec2-54-198-246-116.compute-1.amazonaws.com)