FELIETONY Z NOCNEJ ZMIANY czyli taka moja forma bloga
Security
2017-03-18
Gulasz popielcowy


2017-03-01
Popielec


2017-02-23
Tłusty Czwartek


2017-02-14
Walę tynki


2017-01-06
Trzy króle


2017-01-04
Okupacja piaskownicy


2017-01-01
Nowy Rok


2016-12-31
Rok na Ziemi


2012-08-19
"Amber Air"


2012-08-15
15 sierpnia 2012


2012-07-28
Manifest Lipcowy Wedle tradycji


2012-06-07
Czy grozi nam kolejne święto?


2012-05-30
Lochy smoki i potwory a Euro 2012


2012-05-28
Wyrzuceni Oburzeni


2012-05-05
Majówka A.D. 2012


2011-10-30
Po co nam zmiana czasu


2011-09-17
17 września 2011


2011-09-13
Pora deszczowa


2011-09-13
Ordynacja wyborcza po polsku






Adres strony na komórkę


stat4u
Licznik 019767

©2011-2017 by Lechu
© by DZIENNIKARZ.ORG
2011-2017
2012-05-05
Polskie świeckie tradyche

Majówka A.D. 2012

Najdłuższy tegoroczny weekend


Puste ulice, pozamykane sklepy, nawet komunikacja miejska nie kursująca jak w dni powszednie - oto tradycyjna polska paranoja. Dlaczego? To tak zwany długi weekend czyi w tym roku możliwość dziewięciodniowego nieróbstwa za cenę trzech dni urlopu. Przebitka trzy do jednego więc sporo. Obserwując ogólnonarodowe podniecenie tematem i związaną z nim konsumpcję praw pracowniczych wątpię aby podniesienie wieku emerytalnego nawet do setki cokolwiek mogło pomóc.

Może "Ameryki" nie odkrywam ale z przykrością stwierdzam, że Polacy mają nieróbstwo we krwi. W czasie tegorocznego długiego weekendu majowego dało się to odczuć wyjątkowo mocno. Wielokrotnie spotykałem się ze zdziwieniem, graniczącym nawet z pogardą, gdy uświadamiałem komuś, że wcale nie mam długiego weekendu i co ważne, jest mi z tym dobrze. Niektórzy potrafili też wyśmiewać się z innych, którzy pojechali w tym czasie w delegacje, o próbie normalnej pracy mimo niesprzyjających warunków społecznych nawet już nie wspominając.

Teoretycznie tak zwane święta, czyli dni prawnie ustanowione wolnymi, w czasie majówki są tylko dwa. Ich specyficzny układ względem siebie w połączeniu z weekendami po i przed, potrafią jednak zdezorganizować pracę w skali ogólnokrajowej na niemal dwa tygodnie. W tym roku do skorzystania z majowych wakacji zachęcała także piękna pogoda i media rozdmuchujące korzystny układ wolnych dni z uporem godnym jedynie tak zwanych specjalistów od marketingu.

Nietrudne do przewidzenia skutki majówki A.D. 2012 jedynie utwierdziły mnie w negatywnej opinii na temat kultywowanej w Polsce świeckiej tradycji kumulacji dni wolnych od pracy. Drogi dojazdowe do typowych świątyń długoweekendowego kultu oraz wyjazdowe z wielkomiejskich aglomeracji tradycyjnie stały się nieprzejezdne, skazując na podobny los miasteczka i wsie leżące przy tych drogach. Co gorsze, w pierwszy weekend majowych wakacji wcale nie było lepiej lecz wręcz przeciwnie. Niechlubne polskie statystyki drogowe znów biją rekordy mimo, że za nami dopiero szał wyjazdów a czekają nas przecież jeszcze powroty. Mimo wszystko śmiech mnie pusty ogarniał gdy słyszałem te wszystkie doniesienia. Na narzekania wyznawców długoweekendowego lenistwa odpowiadałem jednak uaprcie - chcieliście, to macie.

Jedyne co natchnęło mnie optymizmem to opustoszałe ulice. Wyludnione w pełni jedynie w tak zwanym tygodniu, bo tak jak cały proletariat, z miasta wymiotło jedynie stacjonarnych studentów. Wszystkie korzyści zepsuły jednak wszechobecne rozwrzeszczane dzieci i przepisy zakazujące handlu w czasie tak zwanych świąt. To, że pozostała w mieście garstka ludzi, tłumów w sklepach w przeddzień ich obowiązkowego (a jak!) zamknięcia nie zrobiła, nie znaczyło jednak, że mogą się oni zachować jak bydło - i zachowali się. Tratowanie się wzajemne w wyścigu po bułki, zarówno te wypiekane jak te w butelkach, ostatecznie skłoniło mnie do opuszczenia sklepu. I nie tylko mnie. Tradycyjnie więc fortuny zbiły oazy świątecznego dobrobytu czyli stacje paliw, na których w tym roku niestety potrafiło zabraknąć alkoholu i jedzenia.

Tegoroczna majówka z pewnością pozostanie dla mnie niezapomniana. Niestety nie tylko za sprawą pięknej pogody lecz głównie z poczucia straty niemal dwóch tygodni czasu, który można było spędzić naprawdę produktywnie. Niezatarty ślad w pamięci pozostawiają też sklepy z przebranymi półkami z alkoholem, pieczywem i wszystkim co może nadawać się na grill. W przeddzień komunikacyjnego paraliżu spowodowanego końcem wakacji cieszy mnie tylko to, że w ich czasie nie potrzebowałem lekarza, a nie wszyscy mięli to szczęście.

Lechu
Π Połączono: dnia 2017-11-20 z IP  54.198.246.116    (ec2-54-198-246-116.compute-1.amazonaws.com)